TATRY · HALA GĄSIENICOWA I OKOLICE

Maciej Gąsienica-Sieczka. Zanim droga stała się szlakiem

Maciej Gąsienica-Sieczka należał do pokolenia przewodników, które znało tatrzańskie przejścia, zanim opisano je w przewodnikach, uporządkowano w wykazach i zaczęto zamieniać w budowane ścieżki. W tekstach z jego epoki występuje najczęściej jako Maciej Sieczka.

Jego praca nie polegała jedynie na wskazaniu kierunku. Oceniał przygotowanie ludzi, dobierał tempo, zapamiętywał niebezpieczne kamienie i wiedział, gdzie w kosodrzewinie albo skale szukać przejścia. W 1867 roku pomógł Eugeniuszowi Janocie odnaleźć drogę na wyższy wierzchołek Świnicy. Dziesięć lat później figurował już w wykazie przewodników pierwszorzędnych Towarzystwa Tatrzańskiego. W 1886 roku otrzymał zapłatę za wykonanie nowej ścieżki na Świnicę.

Te trzy zapisy pokazują zmianę większą niż dzieje jednej trasy: osobista znajomość terenu stawała się zawodem, a później częścią turystycznej infrastruktury.

Maciej Sieczka, przewodnik tatrzański, na rycinie z 1866 roku
Walery Eljasz-Radzikowski, Maciej Sieczka, 1866. Domena publiczna, Wikimedia Commons.

Najpierw oceniał ludzi

Maria Steczkowska poznała Sieczkę przed wyprawą do Doliny Białej Wody. Jędrzej Wala, który nie mógł wyruszyć z jej grupą, polecił dawnego towarzysza strzeleckich wypraw.

Sieczka znał dolinę, ale początkowo próbował się wymówić. Nie prowadził dotąd kobiet i obawiał się miejskich strojów, które w górach mogły utrudniać marsz. Gdy zobaczył krótkie i wąskie suknie podróżnych, uśmiechnął się z zadowoleniem. Wspomniał krynoliny zahaczające o kosodrzewinę, ciągnące kamienie i zsuwające je na nogi. Na podobne wypadki nosił przy sobie igłę i nici.

Kilka lat później Władysław Ludwik Anczyc zaprosił Sieczkę na herbatę i oznajmił, że chce rozpocząć poznawanie Tatr od Świnicy. Przewodnik przypomniał o ludziach, którzy zawracali spod Pośredniej Turni. Kiedy córki Anczyca zapowiedziały, że pójdą z ojcem, przyjrzał się im, ostrzegł przed trudnościami i dopiero wtedy zgodził się prowadzić.

Na podejściu pilnował ustalonej trasy i tempa. Gdy podróżni chcieli wejść na Kopę Królową tylko dla widoku, skierował ich z powrotem ku Dolinie Gąsienicowej. Przy skalnym progu pokazał Anczycowi szczeliny, których należało się chwytać, i kazał mu przejść pierwszemu. Potem podał toporki, a Anczyc pomagał przechodzić kolejnym osobom.

W drodze powrotnej Sieczka odszukał głaz, który wcześniej poruszył się pod nogami jednej z uczestniczek, i zepchnął go ze ścieżki. Wśród podobnych kamieni zapamiętał ten, który mógł zagrozić kolejnej grupie.

Dialogi u Steczkowskiej i Anczyca są literacko ukształtowanymi wspomnieniami, ale obie relacje zachowują ten sam praktyczny porządek: najpierw ocena ludzi i warunków, potem decyzja o drodze.

Od strzelca do przewodnika

Anczyc przedstawiał Sieczkę jako dawnego kłusownika, który młodość spędził na tropieniu kozic. Leopold Świerz pisał szerzej, że pierwszych przewodników wybierano często spośród ludzi znających urwiska, granie i odległe doliny ze strzeleckich wypraw.

Ta wiedza zaczęła służyć przyjezdnym. Sieczka rozpoznawał przejścia ku Świnicy, Zawratowi i Wysokiej, oceniał podłoże oraz zmęczenie grupy. Nie była to jeszcze wiedza zamknięta w jednej mapie albo instrukcji. Ujawniała się w kolejnych decyzjach podejmowanych w terenie.

Walery Eljasz-Radzikowski zapisał, że w 1867 roku Eugeniusz Janota i Maciej Sieczka znaleźli przejście na wyższy wierzchołek Świnicy. Pod kamieniem pozostawili kartkę z nazwiskami. Eljasz pisał o odnalezieniu drogi i wejściu grupy, co nie daje podstaw do nazywania Sieczki pierwszym zdobywcą szczytu.

Latem 1876 roku Sieczka uczestniczył również w dużej wyprawie na Wysoką. Deszcz, śnieg w żlebach i luźne głazy utrudniały przejście. Najgroźniejszy odcinek prowadził wąską ławicą nad przepaścią, gdzie każdy musiał sam pilnować najmniejszego oparcia dla dłoni i stóp.

Po przejściu ławicy grupa dotarła na północny wierzchołek. Świerz podkreślił później, że Sieczka wyprowadził ją na Wysoką bez liny używanej podczas wcześniejszej wyprawy. Nazwał jego pracę „mistrzowskim popisem przewodnika”.

Przewodnictwo stawało się zawodem

W 1877 roku Leopold Świerz opublikował listę przewodników tatrzańskich. Towarzystwo Tatrzańskie podzieliło ich na trzy klasy. Przy nazwiskach podano wiek, miejsce zamieszkania, trasy oraz wysokość dziennego wynagrodzenia.

Maciej Sieczka został zaliczony do przewodników pierwszorzędnych. Miał według wykazu pięćdziesiąt jeden lat i mieszkał w Zakopanem pod numerem pięćdziesiątym. Mógł prowadzić między innymi na Gerlach, Łomnicę, Lodowy Szczyt, Wysoką, Krywań, Świnicę i Zawrat, a także do Pięciu Stawów, Morskiego Oka, Doliny Kościeliskiej i Stawów Gąsienicowych.

Najdalsze wyprawy kosztowały dwa złote reńskie dziennie, krótsze półtora albo jednego złotego. Do obowiązków przewodnika należało również niesienie określonego ciężaru.

Był to wczesny system porządkowania zawodu, a nie odpowiednik dzisiejszych uprawnień. Wiedza, która wcześniej funkcjonowała między przewodnikiem a prowadzoną grupą, otrzymywała teraz klasę, taryfę i urzędowy wykaz tras.

Ścieżka wpisana do protokołu

Sieczka nie tylko prowadził. Eljasz wspominał o zbudowanym przez niego szałasie przy Stawach Gąsienicowych. Podróżni mogli tam przenocować przed wyprawą na Świnicę, Zawrat, Granaty albo ku Morskiemu Oku.

W 1867 roku Jędrzej Wala i Maciej Sieczka zbudowali tratwę na Czarnym Stawie Gąsienicowym. Kilka związanych pni pozwalało odbić od kamienistego brzegu i spojrzeć na staw od strony wody.

Najbardziej bezpośredni dokument pracy nad drogą pochodzi z 1886 roku. Na posiedzeniu 11 marca Wydział Towarzystwa Tatrzańskiego uchwalił wypłatę dwudziestu pięciu złotych reńskich Maciejowi Sieczce „za zrobienie nowej ścieżki na Świnnicę”.

Fragment protokołu 176. posiedzenia Wydziału Towarzystwa Tatrzańskiego z 11 marca 1886 roku z uchwałą o wypłacie Maciejowi Sieczce za zrobienie nowej ścieżki na Świnnicę
Protokół posiedzenia Protokół 176. posiedzenia Wydziału Towarzystwa Tatrzańskiego z 11 marca 1886 roku, opublikowany w „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego”, t. XI, 1887. Wydział uchwalił wypłacić Maciejowi Sieczce 25 złotych reńskich za wykonanie nowej ścieżki na Świnicę.

Protokół nie podaje przebiegu wykonanej ścieżki. Nie pozwala utożsamić całej pracy Sieczki ze współczesnym znakowanym szlakiem. Pokazuje natomiast, że znajomość przejścia została opłacona jako konkretna robota w górach.

Dawne formy nazwy szczytu i dwa historyczne objaśnienia przedstawiam osobno w artykule „Skąd nazwa Świnica?”.

Strażnik, górnik i poszukiwacz jaskiń

Tytus Chałubiński wspominał, że latem 1875 roku Sieczka pracował przy kopalniach kamienia młyńskiego, który miał sam odkryć w Tatrach. Spotkał go podczas trzydniowego urlopu i zaprosił na wyprawę na Gerlach. Chałubiński nie podał położenia tych kopalń.

Dziesięć lat później Jan Gwalbert Pawlikowski prowadził z Sieczką systematyczne poszukiwania jaskiń w Dolinie Kościeliskiej. Początkowo pytali juhasów i korzystali z miejscowych opowieści, lecz przekazy często prowadziły do otworów widzianych z daleka, przekręconych nazw albo rozpadlin kończących się niedaleko od wejścia.

Zaczęli więc badać zbocza kolejno. Rozchodzili się po lesie, nawoływali i wracali do siebie. Pawlikowski mierzył korytarze i porządkował ich układ, a Sieczka rozpoznawał zalesione zbocza oraz potrafił wrócić do otworu niewidocznego spomiędzy podobnych skał. W relacji pojawiają się Mylna, Raptawicka i Zbójnickie Okna.

W 1892 roku dokument Towarzystwa Tatrzańskiego wymieniał Macieja Sieczkę i Bartłomieja Obrochtę jako dotychczasowych strażników. Każdemu przyznano wynagrodzenie za pierwszy kwartał. Dokument potwierdza późniejszą pracę strażniczą dawnego strzelca. Nie pozwala jednak sprowadzić tej zmiany do jednej daty ani opowieści o nagłym porzuceniu kłusownictwa.

Zanim droga stała się szlakiem

Adam Asnyk zapamiętał Sieczkę jako człowieka, który potrafił rozłożyć przed słuchaczem cały łańcuch Tatr. Palcami przesuwał się w powietrzu od szczytu do szczytu, pokazywał bieg dolin, stawy, siklawy i potoki. Nie opowiadał poecie o dziwożonach ani zaklętych skarbach. Mówił o juhasach, szałasach i życiu na hali.

Podobny Sieczka wyłania się z pozostałych relacji. Najpierw oceniał ludzi i szukał przejścia. Później jego nazwisko trafiło do wykazu przewodników, a wykonana przez niego ścieżka — do protokołu Towarzystwa Tatrzańskiego.

Zanim droga stała się szlakiem, istniała jako wiedza człowieka, który umiał ją wskazać w terenie.

Źródła i dawne zapisy

Artykuł opiera się na relacjach Walerego Eljasza-Radzikowskiego, Marii Steczkowskiej, Leopolda Świerza, Władysława Ludwika Anczyca, Tytusa Chałubińskiego, Adama Asnyka i Jana Gwalberta Pawlikowskiego oraz na protokołach Towarzystwa Tatrzańskiego.

Dialogi zapisane przez Steczkowską i Anczyca są literacko opracowanymi wspomnieniami. Zachowują przebieg scen i sposób przedstawienia Sieczki przez autorów, lecz nie stanowią stenogramów rozmów.

Określenia „strzelec” i „kłusownik” pochodzą z relacji ludzi piszących o Sieczce. Zachowane materiały nie pozwalają odtworzyć dokładnego przebiegu jego dawnych polowań ani momentu, w którym podjął pracę przy ochronie zwierząt.

Wykaz z 1877 roku posługuje się kategoriami przewodników pierwszo-, drugo- i trzeciorzędnych. Był to tworzony przez Towarzystwo Tatrzańskie system porządkowania zawodu, a nie odpowiednik dzisiejszych uprawnień przewodnickich.

Uchwała z 1886 roku potwierdza zapłatę za wykonanie nowej ścieżki na Świnicę. Dokument nie określa jej dokładnego przebiegu i nie pozwala utożsamić całej tej pracy ze współczesnym znakowanym szlakiem.

Forma Maciej Gąsienica-Sieczka występuje we współczesnych opracowaniach. Teksty z XIX wieku wykorzystane w artykule zapisują jego nazwisko przede wszystkim jako Maciej Sieczka.

Dokładne daty urodzenia i śmierci zostały pominięte, ponieważ wykorzystany materiał nie zawiera zweryfikowanego aktu metrykalnego ani skontrolowanego nekrologu.

Bibliografia

2 komentarze

Możliwość komentowania została wyłączona.