TATRY · DAWNE WYPADKI W TATRACH
Zanim było Pogotowie. Jak niesiono pomoc w XIX-wiecznych Tatrach
Spod Rysów nieśli rannego w prześcieradle przywiązanym do żerdki. Czterech ludzi zmieniało się przy niesieniu, po dwóch naraz. Nad Morskie Oko dotarli po dziewięciu godzinach; do schroniska pozostała im jeszcze przeprawa tratwą.
Był rok 1886. Ta droga mogła się zacząć dopiero wtedy, gdy młodszy brat rannego wydostał się ze skał. Sam był poraniony. O świcie zauważył go góral ze schroniska.

Jak wyglądała pomoc przed TOPR?
Wypadek nie uruchamiał gotowej ekipy. Ocalały towarzysz albo świadek musiał dotrzeć do ludzi znających teren i wskazać im miejsce, w którym leżał ranny.
W okolicach Morskiego Oka można było szukać pomocy w schronisku. Pod Czerwonym Wierchem pierwszym przystankiem okazał się pasterski szałas. Po lekarzy trzeba było dotrzeć dalej, do Zakopanego.
Amsel: trzy dni pod skałą i droga do schroniska
Piętnastego sierpnia 1884 roku do schroniska Staszyca nad Morskim Okiem przyniesiono Jerzego Amsla. Dwudziestojednoletni student z Wrocławia był ledwo żywy.
Na Rysy wszedł od strony węgierskiej ze spiskim przewodnikiem. Ze szczytu zobaczył zabudowania nad Morskim Okiem, odprawił przewodnika i zaczął schodzić sam.
Na długim płacie śniegu zaczął zjeżdżać, podpierając się laską. Gdy laska się złamała, uderzył o głazy i spadł na piarg. Ciężko ranny przeleżał pod skałą trzy dni i dwie noce.
Zauważyło go polskie towarzystwo idące z przewodnikami na Rysy. Jeden z górali:
„wrócił się po pomoc do schroniska Towarzystwa Tatrzańskiego”.
Rannego zniesiono w okolice Czarnego Stawu, a potem nad Morskie Oko. Przez jezioro przewieziono go tratwą. W schronisku ułożono go w izbie i opatrzono.
Stamtąd wiadomość dotarła do Zakopanego. Tytus Chałubiński wysłał młodego lekarza Stachiewicza z instrukcjami dotyczącymi pomocy. Siedemnastego sierpnia lekarz przewiózł Amsla do Roztoki, a następnie polecił odstawić go do Kieżmarku. Tam ranny wrócił do zdrowia pod opieką miejscowych lekarzy.
Poszukiwania po obu stronach gór
Amsel opowiadał, że leżąc pod skałą, słyszał jęki i wołanie. Sądził, że w pobliżu jest jeszcze ktoś, kto potrzebuje pomocy.
Hrabina Krasińska wysłała na poszukiwania Wojciecha i Macieja Rojów. Ze Spiskiej Jaworzyny przyszli również posłańcy szukający niemieckiego botanika.
Polscy górale ruszyli od strony Mięguszowieckiej Przełęczy, a Spiszacy od Rysów. Nikogo nie znaleźli. Okazało się, że botanik wrócił do domu bez wypadku. Głosy słyszane przez chorego Amsla uznano za echo jego własnego wołania.
Schrimpf: nosze z prześcieradła i żerdki
W 1886 roku dwaj synowie emerytowanego majora Schrimpfa ze Lwowa wyruszyli ze Szczawnicy przez Kieżmark. Nocowali w schronisku nad Popradzkim Stawem. Odrzucili proponowaną pomoc przewodnika i poszli w stronę Rysów.
Podczas zejścia ku Morskiemu Oku starszy z braci spadł w trudno dostępne miejsce. Nie mógł wydostać się stamtąd o własnych siłach.
Młodszy brat, również poraniony, ruszył po pomoc. Nocą błądził między skałami i kosodrzewiną, wpadł do Czarnego Stawu, lecz zdołał wydostać się z wody. O świcie dotarł na zbocza Żabiego. Tam zauważył go góral ze schroniska Staszyca.
Po wysłuchaniu młodszego Schrimpfa Jędrek Wala i Józek Fedra poszli szukać jego brata. Najpierw przeszukali Mięguszowieckie Turnie. Gdy go tam nie znaleźli, ruszyli w stronę Rysów i dopiero poniżej śniegu zauważyli człowieka leżącego na skale.
Do Wali i Fedry dołączyli Jasiek Fedra oraz syn dzierżawcy schroniska, Liptaka. Nie mieli przygotowanych noszy, więc rannego:
„znoszono […] w prześcieradle uwiązanem do żerdki”.
Niosło go czterech ludzi, po dwóch na zmianę. Droga wiodła przez urwiska, którymi, jak pisał autor relacji, nawet sprawny góral przechodził z trudem.
Transport rozpoczęli o jedenastej. Nad brzeg Morskiego Oka dotarli dopiero o ósmej wieczorem, po dziewięciu godzinach niesienia rannego. Przez jezioro przewieźli go tratwą do schroniska.
Następnego dnia przybył z Zakopanego doktor Andrzej Chramiec. Nie stwierdził złamania, lecz rozległe potłuczenia. Gdy Schrimpf odzyskał część sił, odwieziono go do Szczawnicy.
Biesiadecki: wiadomość ze szałasu
Osiemnastego sierpnia 1886 roku Józef Biesiadecki, syn lwowskiego protomedyka, wyszedł z kolegą Baurowiczem przez Halę Kondratową na Czerwony Wierch. Szli bez przewodnika.
Podczas zejścia ku Małej Łące Biesiadecki spadł ze skały i zginął. Baurowicz dotarł do najbliższego szałasu, a stamtąd poszedł z wiadomością do Zakopanego.
W góry ruszyli trzej lekarze: Baranowski, Chramiec i Piasecki. Towarzyszył im gospodarz Towarzystwa Tatrzańskiego. Kiedy dotarli do szałasu, ciało Biesiadeckiego już tam było. Przeniósł je góral, którego nazwiska relacja nie podaje.
Schronisko, szałas i człowiek niosący wiadomość
Po Amsla i Schrimpfa ruszano ze schroniska nad Morskim Okiem, do którego później ich zniesiono. Przy Biesiadeckim wiadomość przeszła inną drogę: od szałasu do Zakopanego. Lekarze wyruszyli, lecz zastali już ciało.
O tym, jak powstało TOPR i zaczęto organizować stałe pogotowie, piszę osobno. W tych trzech historiach wszystko zaczyna się wcześniej — od człowieka, który dociera do innych z wiadomością o wypadku.
Ten tekst należy do działu Dawne wypadki w Tatrach. Inne historie o tatrzańskich miejscach i ludziach znajdują się w dziale Tatry.
O źródłach
Podstawą artykułu jest tekst „Nieszczęśliwe zdarzenia w Tatrach”, wydrukowany w dziale „Rozmaitości” dwunastego tomu „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego” z 1888 roku. Relacje podpisano inicjałami „W. E.”. Późniejsze opracowania przypisują je Walerymu Eljaszowi-Radzikowskiemu, ale spis treści i skontrolowane strony tomu nie rozwijają tych inicjałów. Na podstawie samego skanu nie można więc rozstrzygnąć autorstwa.
Relacje wydrukowano dwa do czterech lat po opisanych zdarzeniach. Autor nie przedstawia się jako uczestnik niesienia pomocy. Zachowuje kolejność działań, ale ocenia też turystów chodzących bez przewodnika. Tych ocen nie traktuję jako wyjaśnienia wypadków.
Zapis o Jerzym Amslu podaje, że 15 sierpnia 1884 roku przyniesiono go do schroniska Staszyca — nie mówi, że tego dnia został odnaleziony. Późniejsze materiały wskazują niemiecką formę imienia Georg oraz własną relację opublikowaną pod nazwiskiem Georg Lesma w „Karpathen-Post”. Skanów tych publikacji nie udało się skontrolować, dlatego nie wykorzystano ich do odtworzenia wydarzeń.
W przekazach o Józefie Biesiadeckim różnią się wiek i wyjaśnienie upadku. „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego” określa go jako siedemnastolatka i wiąże wypadek z obraniem niewłaściwej drogi. Michał Brensztein, opierając się na zapiskach księdza Józefa Stolarczyka, podaje wiek dwudziestu lat i pisze o zawrocie głowy nad urwiskiem. Dlatego w głównej opowieści nie podaję wieku Biesiadeckiego ani jednej przyczyny upadku jako pewnej. Oba przekazy nazywają go synem lwowskiego protomedyka.
Datę pogrzebu, 20 sierpnia, podaje „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”. Tekst oparty na zapiskach Stolarczyka potwierdza pogrzeb, lecz nie zawiera wszystkich szczegółów drogi Baurowicza po pomoc i wyprawy lekarzy opisanych w „Pamiętniku”.
Informacje o schronisku Staszyca, dzierżawcy Bartłomieju Liptaku oraz opłacie za przewóz tratwą po Morskim Oku pochodzą z dokumentów Towarzystwa Tatrzańskiego. Cennik potwierdza istnienie regularnego przewozu, ale nie dowodzi, że Towarzystwo finansowało użycie tratwy podczas opisanych wypadków.
Bibliografia
- „Nieszczęśliwe zdarzenia w Tatrach”, podpis „W. E.”, „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”, t. XII, Kraków 1888, s. 116–119.
- „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”, t. XII, Kraków 1888, dokumenty dotyczące schroniska Staszyca, jego dzierżawy oraz cennik przewozu tratwą po Morskim Oku.
- Józef Stolarczyk, „Kronika parafii zakopiańskiej 1848–1890”, zapis dotyczący wypadku Józefa Biesiadeckiego z 18 sierpnia 1886 roku.
- Michał Brensztein, „Z niedawnej przeszłości Zakopanego. Według zapisków ks. Stolarczyka”, „Przegląd Zakopiański”, 1901, nr 9, s. 70–71.