TATRY · DAWNE WYPADKI W TATRACH

Zimowe wypadki w Tatrach w latach dwudziestych. Pierwsza wiadomość nie znała końca

20 marca 1929 roku toruńskie „Słowo Pomorskie” opisało lawinę pod Kopą Królową. Zasypała dwóch narciarzy: Tadeusza Stasinę i Józefa Gąsienicę Roja. Stasinę wydobyto żywego. O drugim gazeta pisała:

Żleb Roja pod Wielką Kopą Królową widziany ze Skupniowego Upłazu
Żleb Roja widziany ze Skupniowego Upłazu. Fot. Jerzy Opioła, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.

Gąsienicy dotychczas nie odnaleziono.

„Tragiczny wypadek w Tatrach”, „Słowo Pomorskie”, dodatek „Siła i Zdrowie”, nr 12, 20 marca 1929, s. 2

Z późniejszych relacji wynika, że poszukiwania skończyły się przed datą tego numeru. Na stronie gazety historia wciąż trwała: Roj pozostawał pod śniegiem, a czytelnik nie znał jeszcze jej zakończenia.

Notatka „Tragiczny wypadek w Tatrach” z 1929 roku informująca o wydobyciu Tadeusza Stasiny i trwających poszukiwaniach Józefa Gąsienicy Roja
Skan źródłowy Tragiczny wypadek w Tatrach, Słowo Pomorskie, dodatek Siła i Zdrowie, nr 12, 20 marca 1929, s. 2. Notatka zachowała etap wiadomości, na którym Tadeusz Stasina był już bezpieczny, a Józef Gąsienica Roj pozostawał nieodnaleziony.

Kilka skrętów pod Kopą Królową

17 marca 1929 roku, około jedenastej, Józef Gąsienica Roj i Tadeusz Stasina jechali na nartach Skupniowym Upłazem ku Hali Gąsienicowej. Kilkadziesiąt metrów przed żlebem pod Kopą Królową zjechali z drogi i wykonali kilka skrętów.

Według późniejszej relacji „Wierchów” ich narty podcięły płat sypkiego śniegu. Lawina zniosła obu do żlebu, którym niemal równocześnie spłynęła druga masa śniegu. Widzieli to turyści idący na Halę.

Część świadków zjechała do żlebu. Nad śniegiem wystawała narta Stasiny. Zaczęli przy niej kopać i wydobyli go półprzytomnego, lecz żywego.

„Słowo Pomorskie” przypisało wydobycie Stasiny Pogotowiu i podało godzinę 13.40. „Wierchy” opisały to inaczej: pierwsi dotarli do niego świadkowie wypadku. Pozostali poszli na Halę Gąsienicową po łopaty i z wiadomością o lawinie.

Telefon z Hali Gąsienicowej

Z Hali Gąsienicowej telefonicznie wezwano Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Według „Wierchów” ratownicy dotarli na miejsce w ciągu półtorej godziny: pięć kilometrów przebyli saniami, a kolejne trzy na nartach przez las, w którym śnieg mocno się zapadał.

Czekało na nich lawinisko długie według tej relacji na około pół kilometra, miejscami przykryte trzema do pięciu metrów śniegu. Świadkowie widzieli wypadek, ale nie miejsce, w którym lawina zasypała Roja. Ratownicy, turyści i mieszkańcy Zakopanego zaczęli rozkopywać kilka punktów naraz.

Śnieg był twardy. Pracowali do późnej nocy, a następnego dnia wrócili rano i szukali przez cały dzień. Roja nie znaleźli.

Długie żelazne pręty

Dopiero trzeciego dnia poszukujący natrafili na Roja. Sprawozdanie Sekcji Ratowniczej opisuje, jak to zrobili:

sondowaniem śniegu długiemi prętami żelaznemi

„Sekcja Ratownicza P.T.T. w Zakopanem”, „Wierchy”, R. 7, 1929, s. XLVIII

Ciało leżało około pięciu metrów pod śniegiem, w górnej części lawiniska — tam, gdzie najmniej spodziewano się je znaleźć. Odkopano je i przewieziono do Zakopanego.

Relacja Sekcji Ratowniczej PTT z 1929 roku o lawinie pod Kopą Królową, wydobyciu Tadeusza Stasiny i trzydniowych poszukiwaniach Józefa Roja
Skan źródłowy Sekcja Ratownicza P.T.T. w Zakopanem, Wierchy, R. 7, 1929, s. XLVIII. Relacja opisuje nartę wskazującą miejsce zasypania Tadeusza Stasiny, bezskuteczne kopanie oraz odnalezienie Józefa Roja trzeciego dnia za pomocą długich żelaznych prętów.

Osunięcie na śnieg

23 grudnia 1925 roku Jerzy Bistram schodził z Jerzym Paszkowskim z Liliowego ku Hali Gąsienicowej. Według opracowania dawnego zapisu TOPR nagle upadł na śnieg i zmarł w ciągu kilku minut. Paszkowski zawiadomił Pogotowie telefonicznie z Hali około dziesiątej rano.

W tym opracowaniu śmierć Bistrama powiązano z wyczerpaniem, ogólnym osłabieniem i atakiem serca. Gdy Paszkowski telefonował, jego towarzysz już nie żył. Ciało pozostało w miejscu wypadku.

Dwie noce w skale

W niedzielę 24 listopada 1929 roku Włodzimierz Firsoff samotnie wyszedł w Tatry. W Dolinie Litworowej utknął w skalnej ścianie. Śnieg i oblodzenie nie pozwoliły mu zejść, więc noc z niedzieli na poniedziałek spędził na skale.

Zaniepokojeni jego nieobecnością koledzy zawiadomili Pogotowie w poniedziałek po południu. Zbliżał się zmrok i ratownicy nie ruszyli już na poszukiwania. Firsoff musiał przetrwać w ścianie drugą noc.

We wtorek rano wyruszyli Zdzisław Ritterschild, Bronisław Czech oraz Andrzej, Wojciech i Jakub Wawrytkowie. Dotarli do Firsoffa i asekurowali go przy zejściu. Według relacji był wyczerpany zimnem i głodem, lecz nie odniósł innych obrażeń. Wrócił z nimi do doliny.


Ten tekst należy do działu Dawne wypadki w Tatrach. O pierwszych latach działania stałej organizacji ratunkowej opowiada artykuł Pierwsze lata TOPR. Gdy ratunek dostał adres. Pozostałe historie o tatrzańskich miejscach i ludziach znajdują się w dziale Tatry.

Sposoby pracy na dawnych lawiniskach — od kopania przy widocznym śladzie po sondowanie żelaznymi prętami — opisuję szerzej w artykule Pod śniegiem. Jak w dawnych Tatrach szukano zasypanych.

O źródłach

Opis wypadku Roja i Stasiny opiera się na notatce „Słowa Pomorskiego” z 20 marca 1929 roku oraz dwóch tekstach z „Wierchów”. Oba teksty z „Wierchów” powstały w środowisku ratowników, więc nie są dwoma niezależnymi potwierdzeniami przebiegu akcji. Gdy ukazała się gazeta, poszukiwania były już zakończone. Nie udało się ustalić, kiedy sporządzono notatkę, w której Roj wciąż pozostawał nieodnaleziony.

Między relacjami są dwie istotne różnice. Gazeta przypisuje wydobycie Stasiny Pogotowiu, a „Wierchy” — świadkom, którzy dostrzegli jego nartę wystającą ze śniegu. Gazeta i „Wierchy” datują wypadek na 17 marca. Późniejsze opracowanie Adama i Andrzeja Marasków przytacza jednak zapis przypisywany Józefowi Oppenheimowi z datą 16 marca. Bez wglądu we właściwą kartę księgi TOPR nie da się wyjaśnić tej rozbieżności.

Historię Jerzego Bistrama znamy ze skrótowego opracowania zapisów księgi TOPR opublikowanego przez TatryGóry.pl, nie z reprodukcji oryginalnej karty. Nekrolog w „Nadniemeńskim Kurierze Polskim” potwierdza nazwisko „Bistram” i śmierć w Tatrach; w opracowaniu pojawia się także forma „Bystram”. Materiały różnią się wiekiem zmarłego, dlatego nie podaję go w artykule. W sprawdzonych materiałach nie ma lekarskiego potwierdzenia przyczyny śmierci — wzmianka o ataku serca pozostaje informacją z opracowania dawnego zapisu.

Wyprawę po Włodzimierza Firsoffa opisują „Wierchy” z 1930 roku. Początek relacji łączy datę 25 listopada ze słowem „wyrusza”, lecz dalszy opis mówi o poniedziałkowym alarmie, nocnym oczekiwaniu i wyjściu ratowników we wtorek rano. W artykule zachowałem kolejność wynikającą z całej relacji.

Bibliografia