TATRY · STARA ROBOTA

Stara Robota. Dziesięć grajcarów za funt srebrnicy

W 1784 roku ludzie z Witowa, Dzianisza i Chochołowa sprowadzali ze Starej Roboty do Kościelisk srebrnicę i iskrzyk przeznaczone do przetopienia. Za funt tego materiału płacono dziesięć grajcarów.

Nie było to czyste srebro, lecz materiał, którego wartość miał dopiero ujawnić ogień. Zanim kruszec można było oddzielić od skały, trzeba było otworzyć wyrobisko, wydobyć rudę i przenieść ją przez góry do miejsca przeróbki.

Widok na Dolinę Starorobociańską w Tatrach Zachodnich
Dolina Starorobociańska. Fot. Jerzy Opioła, Wikimedia Commons.
Zestawienie fragmentów publikacji Stanisława Eljasza-Radzikowskiego z 1897 roku o Starej Robocie, srebrnicy, iskrzyku i zapłacie dziesięciu grajcarów za funt
Skan źródłowy Stanisław Eljasz-Radzikowski, Polscy górale tatrzańscy czyli Podhalanie i Tatry na początku wieku XIX, Lwów 1897, s. 14 oraz objaśnienia na s. 42–43. Zapis dotyczy próby wznowienia wydobycia w 1784 roku, sprowadzania srebrnicy i iskrzyka ze Starej Roboty do Kościelisk oraz zapłaty dziesięciu grajcarów za funt.

Roboty wznowione w 1784 roku

Wiadomość o tej próbie zachował Stanisław Eljasz-Radzikowski. W 1897 roku wydał, przetłumaczył i opatrzył objaśnieniami starszy rękopis Franciszka Kleina, dawnego zarządcy zakładów w Kościeliskach.

Klein pisał o podjętej przez Austriaków próbie przywrócenia zarzuconych kopalń. Robotami kierowali Gotier i Ruschbaky, urzędnicy górniczy i hutniczy w Witowie. Ludzie z Witowa, Dzianisza i Chochołowa sprowadzali ze Starej Roboty materiał nazywany srebrnicą i iskrzykiem.

Klein wymienił trzy gminy, lecz nie podał nazwisk pracujących ludzi. Nie wyjaśnił również, czy te same osoby wydobywały rudę i przenosiły ją do Kościelisk.

Dziesięć grajcarów za funt

Stawka dotyczyła funta srebrnicy i iskrzyka. Nie wiadomo jednak, jaki dokładnie etap pracy obejmowała: wydobycie, transport, dostarczenie materiału do przetopu czy kilka tych czynności łącznie.

Rękopis nie podaje także miejsca ważenia ani sposobu transportu. Nie wiadomo więc, czy rudę niesiono w workach, wieziono wozami lub saniami, czy ładowano na juczne konie. Pewne są tylko dwa punkty drogi: Stara Robota, z której sprowadzano materiał, oraz Kościeliska, gdzie miał zostać przetopiony.

Dziesięć grajcarów nie było zapłatą za funt czystego srebra. Cenę otrzymywał materiał, zanim piec pokazał, ile metalu rzeczywiście można było z niego odzyskać.

Srebrnica i iskrzyk

Eljasz-Radzikowski objaśniał srebrnicę jako ludową nazwę rudy srebrnej. Człowiek rozbijający skałę nie znajdował więc gotowej bryły srebra, lecz rudę, w której cenny metal pozostawał związany z innymi minerałami i skałą płonną.

Iskrzyk był określeniem szerszym. Eljasz-Radzikowski łączył je z niemieckim słowem Kies oraz używanymi przez górników nazwami kiz i kiza. Bez próbki i dokładniejszego opisu nie można utożsamić iskrzyka z jednym współczesnym minerałem.

Oba słowa opisują materiał, którego połysk mógł obiecywać kruszec, ale nie rozstrzygał jeszcze o wyniku pracy. Najpierw trzeba było oddzielić rudę od skały, rozbić ją i wydobyć. Dopiero później można ją było przebrać, przetransportować i przetopić.

Od skały do pieca

Zapis z 1784 roku prowadzi ze Starej Roboty do Kościelisk. Eugeniusz Janota pokazywał w przewodniku z 1860 roku, że z Hali Starorobociańskiej można było przejść przez rejon Iwanówki ku Ornakowi i dalej do Doliny Kościeliskiej. Nie dowodzi to jednak, że właśnie tędy przebiegał transport rudy w 1784 roku.

Dolina Starorobociańska, Baniste, Ornak i Pyszna leżą w jednym górniczym krajobrazie, lecz dawne opisy nie pozwalają zlać ich w jedno wyrobisko. Janota umieszczał zarzucone kopalnie w Banistem i łączył je z panabazem zawierającym miedź i srebro. Z Banistem wiązał również rozpoczęcie wydobycia rudy żelaznej w 1847 roku. Osobno opisywał kopalnie Ornaku oraz Kunszty pod Pyszną. Ich historie rozwijają artykuły „Ornak. Srebrny korzeń pod kamiennym kwiatem” i „Pyszna. Koła, które wyciągały rudę z głębi”.

Dolny odcinek drogi przez Dolinę Chochołowską opisuje artykuł „Z Siwej Polany na Polanę Chochołowską. Droga przez pracującą dolinę”.

Najpewniejszy jest sam ciąg pracy: wydobycie w Starej Robocie, sprowadzenie materiału do Kościelisk, rozliczenie według funta i przetop. Każdy etap zwiększał koszt, zanim wiadomo było, ile metalu przyniesie ruda.

Rachunek, który się nie zgadzał

Franciszek Klein zapisał, że wydatki na kopalnie nie pozostawały w odpowiednim stosunku do zysku z uzyskiwanych kruszców. Roboty ponownie zarzucono. Także próby podejmowane w górach w latach 1810–1811 podczas ogólnych poszukiwań kruszców w państwie austriackim nie przyniosły oczekiwanej zmiany.

Klein podał wynik ekonomiczny, ale nie rozłożył go na osobne koszty. Nie można więc przesądzić, jaką część pochłaniały wydobycie, transport, zabezpieczenie wyrobisk, drewno czy przetop.

Stawka dziesięciu grajcarów za funt odsłania ryzyko całego przedsięwzięcia. Jeżeli materiał zawierał niewiele kruszcu, każdy kolejny funt oznaczał przede wszystkim więcej skały do odłupania, przeniesienia i ogrzania. Kopalnia mogła pracować, ludzie mogli otrzymywać zapłatę, a ruda docierać do pieca — i mimo to rachunek się nie zgadzał.

Starsze ślady robót

Konstanty Stecki przesuwał ich historię znacznie wcześniej. W 1923 roku pisał, że za panowania Zygmunta Starego, w latach 1536–1537, czynne były kopalnie srebra i miedzi między innymi w Ornaku, Banistem, Starej Robocie i na Pysznej.

Nie przytoczył jednak w tym miejscu dokumentu pierwotnego, który pozwalałby osobno odtworzyć prace w Starej Robocie. Datę tę można więc przedstawić jako ustalenie Steckiego, nie jako bezpośrednio sprawdzony zapis dotyczący wyłącznie tego miejsca.

Ten sam autor opisywał materialne ślady dawnych robót:

W Starej Robocie, na Ornaku […] znajdujemy stare hałdy i zroby górnicze z resztkami rud lub ślady podstęplowań sztolni, które z każdą wiosną walą się coraz bardziej.

Konstanty Stecki, „Z niedawnej przeszłości Kuźnic zakopiańskich”, „Wierchy”, 1923

Wyliczenie Steckiego obejmuje kilka rejonów, dlatego nie można przypisać każdego rodzaju śladu osobno Starej Robocie. Pokazuje jednak, jak znikał krajobraz porzuconych kopalń: hałdy osuwały się, wejścia traciły podparcie, a kolejne roztopy zacierały kształt wyrobisk.

Czy Stara Robota miała własną legendę o skarbie?

W sprawdzonych dawnych tekstach nie odnaleziono podania o dukatach, królewskim depozycie, skarbniku ani spisku prowadzącym bezpośrednio do Starej Roboty. Nie dowodzi to, że podobna opowieść nigdy nie krążyła ustnie. Nie pozwala jednak dopisać jej do udokumentowanej historii tego miejsca.

Skarbowe opowieści były obecne w innych częściach Tatr. Konstanty Stecki opisywał znaki i spiski związane przede wszystkim z Doliną Kościeliską oraz rozważał, czy część znaków mogli pozostawiać górnicy. Był to szerszy kontekst, nie świadectwo skarbu w Starej Robocie.

Tutaj najmocniejsza opowieść nie prowadzi do ukrytych pieniędzy. Prowadzi do rudy, którą wydobywano, sprowadzano do Kościelisk i wyceniano przed przetopem. Obietnica srebra kończyła się rachunkiem, który nie pokrywał kosztów.

Gdy wejścia do wyrobisk znikały, nazwa przechowywała to, co potwierdzają dawne zapisy. Nie skarb, lecz robotę — już starą dla ludzi, którzy przyszli później.

Pochodzenie nazwy miejsca opisuje osobno artykuł „Skąd nazwa Stara Robota? Dawne roboty górnicze”.

Źródła i dawne zapisy

Główną podstawą opisu próby z 1784 roku jest praca Stanisława Eljasza-Radzikowskiego Podhalanie i Tatry na początku wieku XIX, wydana we Lwowie w 1897 roku jako odbitka z trzeciego tomu „Ludu”. Autor przetłumaczył, wydał i opatrzył objaśnieniami starszy rękopis Franciszka Kleina, dawnego zarządcy zakładów w Kościeliskach.

Według tego tekstu ludzie z Witowa, Dzianisza i Chochołowa sprowadzali ze Starej Roboty do Kościelisk srebrnicę i iskrzyk przeznaczone do przetopienia. Za funt płacono dziesięć grajcarów. Rękopis nie podaje sposobu transportu, miejsca ważenia ani tego, czy zapłata obejmowała wydobycie, transport lub dostarczenie materiału. Srebrnica oznacza w objaśnieniach rudę srebrną, nie czyste srebro. Iskrzyk wiąże się z grupą minerałów określanych po niemiecku jako Kies, lecz nie można go bezspornie utożsamić z jednym współczesnym minerałem.

Topografię Starej Roboty, Banistego i Ornaku przedstawia przewodnik Eugeniusza Janoty z 1860 roku. Janota wiązał informację o rozpoczęciu wydobycia rudy żelaznej w 1847 roku z Banistem; jego zapis nie obejmuje całej Starej Roboty. Opis przejścia przez rejon Iwanówki potwierdza możliwość połączenia z Doliną Kościeliską, ale nie wyznacza trasy transportu z 1784 roku.

Konstanty Stecki w artykule „Z niedawnej przeszłości Kuźnic zakopiańskich” z 1923 roku wymienił Starą Robotę wśród kopalń srebra i miedzi czynnych za panowania Zygmunta Starego w latach 1536–1537. Nie podał w tym miejscu dokumentu pierwotnego osobno dla Starej Roboty. Jego wyliczenie hałd, zrobów, resztek rud i śladów podstemplowań sztolni obejmuje wiele miejsc, dlatego żadnego z tych rodzajów pozostałości nie można przypisać wyłącznie temu rejonowi.

Nie odnaleziono dawnego przekazu o skarbie odnoszącego się bezpośrednio do Starej Roboty. Artykuł Steckiego o znakach poszukiwaczy skarbów służy wyłącznie jako szerszy kontekst Doliny Kościeliskiej i tatrzańskiej tradycji skarbowej.

Bibliografia