TATRY · DAWNE WYPADKI W TATRACH

Lodowa Przełęcz 1925. Gdzie kończy się świadectwo

Przy Łysej Polanie droga przechodzi przez most na Białej Wodzie i biegnie dalej ku Dolinie Jaworowej. 5 sierpnia 1925 roku Mariusz Zaruski spotkał przy tym moście panią Kasznicową.

Wracała z doliny sama. Jej mąż Kazimierz, dwunastoletni syn Wacław i towarzyszący im taternik Ryszard Wasserberger zmarli po zejściu z Lodowej Przełęczy.

Według opublikowanego odpisu księgi wypraw TOPR trzej nagle osłabli i zmarli w ciągu piętnastu minut. Pani Kasznicowa spędziła przy nich dzień i dwie noce, zanim dotarła do Łysej Polany.

Lodowa Przełęcz i widok na Jaworową Grań w Tatrach Wysokich
Lodowa Przełęcz z widokiem na Jaworową Grań. Fot. Jerzy Opioła, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0. Kadr i konwersja do WebP: Szepty Gór.

Ze schroniska Téryego

W schronisku Téryego Kazimierz Kasznica zapytał Ryszarda Wasserbergera o drogę powrotną. Towarzyszyli mu Jan Alfred Szczepański z bratem oraz Stanisław K. Zaremba. Razem z Kasznicami ruszyli przez Lodową Przełęcz.

Mokry śnieg przeszedł w deszcz. Szczepański zapamiętał, że pani Kasznicowa i Wacław dotrzymywali kroku pozostałym. To Kazimierz często przystawał, by wytrzeć okulary, więc grupa musiała na niego czekać.

Ponad Lodowym Stawkiem grupa się rozdzieliła. Szczepański, jego brat i Zaremba poszli szybciej. Wasserberger sam zdecydował, że zostanie z Kasznicami i pomoże im przejść przez przełęcz.

Trzej pierwsi przeszli na drugą stronę i zeszli ku Łysej Polanie. Dotarli tam o 16:10.

Poniżej stawku

Za Lodową Przełęczą schodzili w wichrze i gradzie. Według relacji pani Kasznicowej, którą Szczepański spisał po rozmowie z nią, Wacław zaczął mieć trudności z oddychaniem. Matka wzięła od niego worek turystyczny, a Wasserberger pomagał mu schodzić.

W pobliżu Żabiego Stawu Jaworowego Kazimierz usiadł i powiedział, że nie ma już siły iść. Wasserberger także poczuł się słabo. Pani Kasznicowa zaprowadziła syna i taternika za pobliski głaz, osłaniający ich od wiatru. Kiedy wróciła do męża, był już półprzytomny.

Opracowanie oparte na księdze wypraw TOPR określa miejsce zdarzenia jedynie jako „poniżej stawku”. Nie podaje jego nazwy; położenie w pobliżu Żabiego Stawu znamy z późniejszej relacji Szczepańskiego.

Pani Kasznicowa nie zdołała ich uratować. W zimnie otuliła się kocem Wasserbergera i ogrzewała jego maszynką spirytusową. Po dwóch nocach zeszła doliną po pomoc.

Ciała zniesione do doliny

Po rozmowie z panią Kasznicową Mariusz Zaruski zarządził pomoc. Ratownicy ruszyli pod Lodową Przełęcz.

Ciała zniesiono ze stoków przełęczy do Doliny Jaworowej. Stamtąd przewieziono je do Zakopanego i złożono w kostnicy przy cmentarzu.

Archiwalna fotografia z 1925 roku przedstawiająca ciała zmarłych turystów owinięte w sieci i przygotowane do transportu przez ratowników TOPR
Fotografia archiwalna „Wypadek w Tatrach”, 1925, Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-C-818. Katalog NAC opisuje fotografię jako ciała zmarłych turystów odnalezione i przygotowane do transportu przez ratowników TOPR. Nie podaje nazwisk przedstawionych osób, dlatego zdjęcie nie stanowi samodzielnego potwierdzenia ich tożsamości.

Gazeta stawia podejrzenie

11 sierpnia „Ilustrowany Kuryer Codzienny” opublikował obszerny artykuł o wypadku.

Tajemnica śmierci trojga osób pod Przełęczą Lodową. Opinja publiczna domaga się wszechstronnego wyjaśnienia sprawy.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”, nr 219, 11 sierpnia 1925, s. 7–8

Dziennik przedstawił przebieg zejścia, ale najostrzejsze pytania skierował ku pani Kasznicowej. Jej zachowanie nazwał „dziwnym”: pisał o dwóch nocach spędzonych przy ciałach, korzystaniu z koca i maszynki Wasserbergera oraz o tym, że schodząc doliną, nie zaalarmowała mieszkańców Jaworzyny.

Redakcja kwestionowała wcześniejsze orzeczenie lekarza i dopuszczała możliwość zbrodni. Nie przedstawiła jednak dowodu na taki przebieg zdarzeń. Nie podała też, czy autor rozmawiał z panią Kasznicową, czy znał jej opowieść od innych.

Sekcja bez ostatniego słowa

Przeprowadzono sekcje zwłok wszystkich trzech zmarłych. Ryszarda Wasserbergera badał profesor Jan Olbrycht, a materiał do analizy chemicznej wysłano do Krakowa.

15 sierpnia „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, powołując się na „sfery powiadomione”, podał, że wyniki sekcji miały wykluczać śmierć nienaturalną. Gazeta informowała, że nie wykryto cyjanku potasu. Wstępne orzeczenie wiązało zgony z niepogodą, przemęczeniem i stanem zdrowia zmarłych.

W tym samym artykule zapowiedziano jednak dalsze badania chemiczne. Dopiero po nich miało zostać wydane orzeczenie ostateczne. Wiadomość z 15 sierpnia nie zamykała więc sprawy.

W kolejnych sprawdzonych numerach dziennika nie ma zapowiadanego wyniku końcowego. Na podstawie tych doniesień nie da się zatem podać pewnej przyczyny śmierci.

Świadek drogi, nie śmierci

W 1926 roku Jan Alfred Szczepański opisał wyprawę w „Wierchach”. Wasserberger był jego przyjacielem i towarzyszem wielu górskich wyjść. Szczepańskiego nie przekonywało, że sam wiatr i deszcz mogły spowodować śmierć tak doświadczonego taternika.

„Wiedzieć!” — napisał. Kilka dni po wypadku odwiedził panią Kasznicową razem ze Stanisławem K. Zarembą i doktorem Bolesławem Drobnerem. Od niej usłyszał, co wydarzyło się po rozstaniu grupy. W swoim tekście połączył więc własne wspomnienia z jej opowieścią.

Recenzent „Taternika” chwalił opowieść Szczepańskiego, ale zarzucał mu, że polemizuje z wyjaśnieniami śmierci, sam nie wskazując rozwiązania.

Koniak, wyczerpanie i zimno

W 1929 roku w „Wierchach” przytoczono nową hipotezę doktora Romana Kordysa. Porównał on wypadek do własnej przygody w Karpatach Wschodnich: ludzie wyczerpani marszem i będący na czczo omdleli tam po niewielkiej ilości alkoholu. Przypuszczał, że pod Lodową Przełęczą podobne osłabienie, a potem zimno, mogły doprowadzić do śmierci.

Stanisław K. Zaremba wskazał, co nie zgadzało się z tym porównaniem. Wacław Kasznica nie pił koniaku, uczestnicy wyprawy nie byli na czczo, a pani Kasznicowa podała alkohol dopiero po wystąpieniu osłabienia — próbując pomóc.

Redakcja „Wierchów” uznała hipotezę Kordysa za względnie najbardziej prawdopodobną z dotychczasowych, choć przyznała, że jej założenia nie zostały potwierdzone. Porównanie z inną wyprawą nadal nie mówiło, co naprawdę zaszło pod Lodową Przełęczą.

Przy moście na Białej Wodzie

Przy moście na Białej Wodzie pani Kasznicowa powiedziała Zaruskiemu, że jej trzej towarzysze nie żyją. Zaruski zarządził pomoc. Kilka dni później gazeta zaczęła pytać, dlaczego z tej drogi wróciła tylko ona.


Ten tekst należy do działu Dawne wypadki w Tatrach. O innych zdarzeniach, w których niepełna albo błędna wiadomość wyznaczała granice poszukiwań, opowiada artykuł Zaginieni w Tatrach między wojnami. Informacja, której brakowało. Pozostałe historie o tatrzańskich miejscach i ludziach znajdują się w dziale Tatry.

Źródła i dawne zapisy

Opis spotkania przy moście i krótki zapis wypadku pochodzą z tekstu TatryGóry.pl przygotowanego na podstawie księgi wypraw TOPR. Serwis nie pokazuje skanu samej karty ani nie opisuje sposobu jej opracowania. Dlatego traktuję ten tekst jako opracowanie, nie jako bezpośrednio sprawdzony odpis rękopisu.

Jan Alfred Szczepański opisał w „Wierchach” drogę przebytą wspólnie z Wasserbergerem i Kasznicami. O wydarzeniach po rozstaniu grupy dowiedział się później od pani Kasznicowej. Relacje różnią się też przybliżoną godziną śmierci: tekst oparty na księdze TOPR podaje około 17.00, Szczepański — około 16.00. Nie ma podstaw, by tę różnicę rozstrzygać.

Pełne imię pani Kasznicowej bywa podawane jako Waleria, z domu Dzierzbicka. „Ilustrowany Kuryer Codzienny” potwierdza, że była córką Stanisława Dzierzbickiego, ale w sprawdzonych materiałach nie znalazłem równie pewnego potwierdzenia imienia. Dlatego w artykule nazywam ją panią Kasznicową.

Artykuł „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z 11 sierpnia 1925 roku łączy wiadomości o wypadku z komentarzem redakcji. Pytania o zachowanie pani Kasznicowej i możliwość zbrodni są prasowymi podejrzeniami, nie ustaleniami dochodzenia. Numery z 12 i 16 sierpnia pokazują dalszą dyskusję wokół sprawy.

15 sierpnia gazeta podała wstępne wyniki sekcji, zapowiadając zarazem dalsze badania chemiczne. W sprawdzonych numerach z 18–21 sierpnia nie znalazłem zapowiedzianego orzeczenia końcowego. Nie dowodzi to, że badań nie ukończono albo że wyniku nie opublikowano gdzie indziej.

Hipotezę Romana Kordysa i odpowiedź Stanisława K. Zaremby przywołuję za notą w „Wierchach” z 1929 roku; pierwodruku artykułu Kordysa nie sprawdzałem bezpośrednio. Recenzję wspomnienia Szczepańskiego opublikował „Taternik” w 1928 roku.

Bibliografia